„Morowe powietrze” w opoczyńskiem

Przez wiele stuleci historii przez ziemie polskie przeszły epidemie śmiercionośnej dżumy, cholery, ospy, grypy i innych niezidentyfikowanych chorób. Pierwsze wzmianki o „głodzie, morze i zarazie” znajdują się w Kronice Jana Długosza i odnoszą się do zarazy w 1003 r. i w 1006 r. Nie zachowały się informacje jak ta epidemia jak i kolejne przebiegały na ziemi opoczyńskiej. Dopiero późniejsze zapiski pozwalają na odkrycie chociaż rąbka tej tajemnicy. Z 1572 roku pochodzi wzmianka o tym, że w Skrzynnie „wszędzie panował głód i powietrze”. Ksiądz Franciszek z Sulejowa wikariusz ze Skrzynna jako naoczny świadek podawał, że wielu wówczas zmarłych „pożerały psy i mało kto przy życiu pozostał”. W 1637 r. zaraza nawiedziła Karwice, w 1678 r. Drzewicę, w 1798 r. okolice Studziannej w latach 1713, 1714, 1718, 1736-37 Skrzynno a w 1766 r. Opoczno. Z początku XVIII w. pochodzi informacja, że w Skrzynnie z powodu głodu i „powietrza” umierało przeciętnie 3 osoby dziennie. Umieralność była tak duża, że z czasem już nawet nie miał kto grzebać zmarłych. Przypuszczać można, że taka sytuacja panowała wszędzie tam gdzie zaraza rozprzestrzeniała się. Najczęściej zarazie towarzyszył głód, zimno i inne klęski elementarne jak pożary, burze, gradobicia. Miasta i wsie stawały się takie jak po najcięższej wojnie – wyludnione i opustoszałe. Kto nie padł ofiarą epidemii, opuszczał swoje domostwo i przenosił się na bezpieczne miejsce.

Oprócz dżumy straszną chorobą była cholera, której śmiertelność wynosiła około 50 procent. Tak zwanych „choleryków” grzebano na specjalnych cmentarzach, czasami przy figurkach i krzyżach a czasami w lesie lub na polu. W walce z zarazami stosowano kadzenie mieszkań jałowcami i ziołami, picie „na umór” gorzałki przez chorych. Powszechnym zwyczajem w tych czasach były również udawanie się do miejsc cudami słynącymi, do św. Anny w Smardzewicach, do Matki Bożej Studziańskiej, do Pana Jezusa Wielkowolskiego. Zanoszono modły do św. Rozalii, św. Rocha i św. Sebastiana patronów od zarazy. Wiadomo, że cholera panowała w 1661 r. w Żarnowie, w 1686 r. w Odrzywole i Wysokinie, w latach 1798-1710 oraz w latach 30. XVIII w. w Skrzynnie i w wielu innych miejscowościach.

Nieco więcej informacji o epidemiach cholery pochodzi z XIX w. Jej ślady do dzisiaj można odnaleźć zarówno w przestrzeni miast i wsi jak i w języku potocznym. Pewnie większość Opocznian doskonale wie gdzie znajduje się tzw. cmentarz choleryczny w Opocznie. Nazwa ta, która przetrwała prawie 200 lat, wiąże się z powstaniem w początkach lat 30. XIX w. cmentarza, na którym dokonywano pochówków osób zmarłych na cholerę. Ze względów sanitarnych został usytuowany daleko (w owym czasie) za miastem przy tzw. Ściegnach Bukowskich. Ostatnich zmarłych na cholerę pochowano tam w 1894 r. z zastrzeżeniem, że przez 30 lat nie wolno grzebać tam innych. Nieliczni zmarli na cholerę spoczęli na cmentarzu św. Marii Magdaleny, m.in. Franciszek Ziemiński, naczelnik powiatu opoczyńskiego. Jego pomnik z 1848 r. zachował się do dziś. Garść informacji o epidemii cholery w Opocznie w 1831 r. zawdzięczamy lekarzowi Franciszkowi Wawnikiewiczowi (przez wiele lat mieszkającemu w Opocznie), który na łamach „Tygodnika Lekarskiego” w 1848 r. zamieścił artykuł w który zawarł swoje obserwacje na temat zarazy oraz walki z nią.

„Cholera poczęła się u nas w dniu 2/14 października br. w czasie kiedy po wielu latach już o niej zapomniano. W r. 1831 zjawiła się w maju, skończyła się w sierpniu; w roku 1837 poczęła się w czerwcu, skończyła we wrześniu. Pokazuje się, że gość im częstszy, tem dłużej bawi, gdyż ani późna pora jesienna, ani przymrozki, ani wiatry północno-zachodnie natręta wyprosić nie zdołały. Najpierw zabiła czterech ubogich Żydów, potem „srożyła się na dzieciach nie szczędząc i starszych”. Największe natężenie można było zaobserwować siódmego dnia i trwało to przez trzy dni. Udawało się uratować co dziesiątego chorego. Choroba poczynała się najczęściej w nocy, szczególniej po północy, biegunką i wymiotami z zupełnym sił upadkiem; kurcze nie zawsze, a nawet rzadko się pojawiały. Towarzyszyły tym początkom: zmiana fizyonomii, sinienie całego ciała, oczy zapadłe, głos grobowy, ciśnienie i palenie w okolicy splotu słońcowego (…), brak tętna i uryny, zlodowacenie całego ciała, szczególnie nosa i języka, oddech zimny, przytomność umysłu, pragnienie niepohamowane szczególniej do wody zimnej”.

Epidemia cholery nawiedzała Opoczno i inne miejscowości regionu jeszcze w 1837 r., 1848-1855, 1863-64. Ostatnia fala cholery miała miejsce w latach 1892-94. Jeszcze do niedawna o tej zarazie przypominały drewniane krzyże, które znajdowały się prawie w każdej wiosce, zwane krzyżami cholerycznymi. Często stawiano je „na wszystkie strony świata”, aby zatrzymywały zarazy dziesiątkujące wsie. Gdy niszczały, stawiano na ich miejsce, nowe, metalowe. Przypominają o śmierci setek mieszkańców naszego regionu. Ciekawymi pamiątkami związanymi z epidemiami cholery są kapliczki św. Rozalii, patronki „od zarazy”, które zobaczyć można w Opocznie i Żarnowie. Opoczyńska kapliczka św. Rozalii, znajdująca się na placu J. Kilińskiego ufundowana została przez Opocznian w 1830 r. lub w 1831 r. w czasie epidemii cholery. Przy niej zbierali się Opocznianie, aby modlić się o odwrócenie zarazy. Natomiast w Żarnowie na rozstaju obecnych dróg Kielce – Końskie, żarnowianin Kajetan Milak ufundował kapliczkę św. Rozalii jako votum wdzięczności za uratowanie miasta od epidemii cholery. W niektórych wsiach zachowały się kapliczki z błagalnymi napisami „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie”. Jedna z nich,  ufundowana została przez mieszkańców Sitowej w latach 60. XIX w. z intencją, aby Bóg chronił wieś przed plagami cholery, tyfusu, burzy, powodzi, głodu, pożogi wojennej i nieurodzaju.

Czasy I wojny światowej przyniosły w Opocznie kolejną epidemię, tym razem duru brzusznego w 1917 i 1918 roku. Do jej powstania przyczyniło się przeludnienie miasta, złe warunki higieniczne, niedożywienie. O sytuacji panującej w Opocznie tak pisano na łamach lokalnej prasy w 1918 r.: „dziś (…) gdy choroby, głód i chłód zabierają setki ofiar, dziś właśnie należałoby szczególniejszą pieczą otoczyć suteryny, poddasza i te klitki, skąd w zastraszającym tempie rozchodzi się groźna dla wszystkich (…) epidemia duru brzusznego. Nie ma już dnia, żeby nie było kilku skromnych i cichych pogrzebów”. Sytuacja powtórzyła się w okresie II wojny światowej, gdy chorych było tak dużo, że na szpital zakaźny przeznaczono zamek kazimierzowski.

Historia epidemii jest tak długa jak historia ludzkości. Prawie każda epidemia prowadziła do zmian w różnych dziedzinach życia zaczynając od codziennego życia pojedynczego człowieka po zmiany gospodarcze a przede wszystkim stymulowała rozwój nauki służącej do walki z nią.

Wydawałoby się, że są to czasy już dawno minione. A jednak…

Lidia Świątek-Nowicka

Udostępnij

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

Galeria

Muzealne ciekawostki

Na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie znajduje się grób jednego z najbardziej znanych opocznian – profesora Edmunda Biernackiego.

Foto: Krzysztof Szymański

Warto zobaczyć !

Newsletter

Chcesz otrzymywać informacje
o nadchodzących wydarzeniach
w Muzeum?